Zanurzyłem się ostatnio w technologie asystujące i będę Cię męczył tym tematem. Okulary wydały mi się ciekawym tematem, bo niby powszechne, a jednak nie postrzegane jako technologia asystująca. A przecież mają długą historię i fascynującą przyszłość.
Zanim pojawiły się okulary
Sam pomysł patrzenia przez oszlifowane szkło chodził po głowie ludziom od dawna. W “Quo vadis” Sienkiewicza Neron obserwuje walki gladiatorów przez szmaragdowe szkło. Przyznasz, że to zaskakujący obraz: cesarz, który patrzy na cudze cierpienie przez pryzmat drogocennego kamienia. Anachronizm to nie jest — idea soczewki istniała już w starożytności, prawie tysiąc trzysta lat przed wynalezieniem właściwych okularów. Prymitywny monokl Nerona był protoplastą wszystkiego, co nosimy dziś na nosie.
Prawdziwa historia zaczyna się prawie 1300 lat później, we Włoszech. Gdzieś około roku 1280–1290, w północnych Włoszech, rzemieślnicy po raz pierwszy oszlifowali dwie soczewki wypukłe i umieścili je w oprawce. Narodziły się okulary we właściwym sensie tego słowa. W kilka stuleci rozeszły się po całej Europie, a ich pierwszymi użytkownikami byli mnisi, rzemieślnicy i uczeni. To była pierwsza masowa technologia asystująca — urządzenie, które pomagało ludziom funkcjonować, i to dosłownie zdejmowane z nosa.
Jak bardzo masowa, niech świadczy jedna liczba: około 20 milionów Polaków powinno nosić okulary — wynika to z danych branżowych cytowanych przez ISB Zdrowie. Spora część z nich w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że ma wadę wzroku. Nie będziesz się więc dziwić, że do okularów mam stosunek szczególny: to jedna z niewielu technologii asystujących, którą nosi tylu ludzi, że stała się zupełnie zwyczajna.
Wilhelm, okulary i rozum
Mam ciepły stosunek do pewnego literackiego użytkownika tych pierwszych szkieł. Mówię o Wilhelmie z Baskerville, głównym bohaterze “Imienia róży” Umberta Eco. Wilhelm posługiwał się prototypem okularów — jak czytamy w Wikipedii, “odpowiednio oszlifowanymi szkłami powiększającymi, obsadzonymi w twardej oprawie”. To nie jest u niego tylko sprzęt medyczny. Eco pokazuje mnicha, który nosi okulary jako narzędzie myślenia, dociekania prawdy, rozumowania.
Był jedynym mnichem w opactwie, który takie szkła miał, i to go wyróżniało. Okulary jako symbol rozumu — ten trop zawsze mi się podobał. Bo okulary od początku były czymś więcej niż korekcją wzroku. Były obietnicą, że da się zobaczyć więcej, dojść dalej, zrozumieć głębiej. I ta obietnica niesie się aż do dzisiaj.
Co potrafią inteligentne okulary
Skoro mają taką historię, to co robią teraz? Dzisiejsze inteligentne okulary są bezpośrednimi spadkobiercami tamtych szkieł z Pizy. Różnica jest taka, że do soczewek dochodzi kamera, mikrofon i sztuczna inteligencja. Dla osób z niepełnosprawnościami to jedno z ciekawszych wydarzeń ostatnich lat i nie chcę go przeoczyć.
Dla osób niewidomych i słabowidzących jest na przykład okular .lumen, który prowadzi przez wibracje na czole. Sztuczna inteligencja przelicza sto razy na sekundę, gdzie można bezpiecznie postawić krok, i wykrywa przeszkody na wysokości głowy oraz przy ziemi. Jak pies przewodnik, tyle że w formie okularów.
Równie ważna jest integracja z powszechnym sprzętem. Aplikacja OOrion na okularach Ray-Ban Meta pozwala pytać o otoczenie głosem, bez trzymania telefonu. Jak się domyślasz, różnica między “trzymam telefon” a “mówię do okularów” jest ogromna. A już w 2017 roku Microsoft pokazywał okulary rozpoznające ludzi, ich płeć, wiek i emocje. Wyglądało to wtedy jak science fiction, a teraz traktujemy takie rzeczy niemal jako codzienność. Samych okularów nie ma, bo był to tylko prototyp. Pozostała nam jednak świetna aplikacja Seeing AI.
Okulary dla osób głuchych
Nie tylko dla osób niewidomych to ważna technologia. Okulary Rokid wyświetlają napisy wypowiedzi rozmówcy wprost w polu widzenia i tłumaczą na dziesiątki języków. Rozmowa twarzą w twarz, kontakt wzrokowy, a tekst pojawia się na poziomie oczu. To nie jest drobna wygoda — to inna jakość komunikacji niż spuszczanie wzroku na ekran telefonu.
Na konferencjach, które śledzę, coraz częściej słyszę głosy ludzi, dla których właśnie takie okulary zmieniają codzienność. I dobrze, bo dotąd napisy na żywo oznaczały zwykle drugi ekran i ciągłe odwracanie wzroku. Tu mam wszystko przed oczami, oczywiście nie moimi. To właśnie Natalia Pacyga wspominała o takich okularach podczas swojej prezentacji na AutomaticA11y.
Do tego samego nurtu — AI dla osób głuchych — dochodzi zupełna świeżynka, i to z Laboratoriów Google. DeepMind pokazało model SL2T, który tłumaczy język migowy wprost na tekst. Trenowany na ponad stu tysiącach godzin materiału w ponad pięćdziesięciu językach migowych, liczy punkty na ciele, twarzy i dłoniach migającego (aż 130 punktów śledzenia), a nagranie z kamery wyrzuca natychmiast — do serwerów idą tylko współrzędne, nie wideo. I uwaga: to nie science fiction na wizjerze, tylko działająca funkcja, która trafiła do konsumentów — na początek w Gboard i Live Transcribe na telefonach Pixel 11, z tłumaczeniem amerykańskiego języka migowego na angielski. Na okularach jeszcze tego nie ma, ale kierunek jest jasny — jak w przypadku napisów na żywo, najpierw ekran, potem głowa. Przy czym sami twórcy podkreślają, że model to narzędzie wspomagające do codziennych rozmów, a nie zamiennik tłumacza. No i oczywiście - to są rozwiązania dla osób komunikujących się z osobami głuchymi, a nie dla samych głuchych.
Otwarte platformy
Jest jeszcze jeden nurt, który obserwuję z nadzieją. To otwarte platformy okularowe. Producent okularów Mentra Live udostępnia otwarty zestaw narzędzi dla deweloperów — każdy może zbudować na nich własną aplikację. W 2017 roku marzyłem o otwartej platformie okularowej, o okularach, na których sam dobiorę sobie odpowiednie programy. Wygląda na to, że zaczynamy się do tego zbliżać.
To może być przełom. Bo skoro sprzęt jest otwarty, ktoś z dobrym pomysłem może zbudować narzędzie, które naprawdę komuś pomoże. Technologia asystująca potrzebuje właśnie takiego ekosystemu — żeby rozwijała się oddolnie, a nie tylko w korporacyjnych laboratoriach.
Nie jest idealnie
Nie chcę jednak udawać, że jest różowo. Inteligentne okulary niosą poważne dylematy. Pierwszy to prywatność. Europejskie Forum Osób Niepełnosprawnych przypomina wprost, że kamery i mikrofony w przestrzeni publicznej budzą obawy osób postronnych. Ruch na rzecz osób z niepełnosprawnościami musi walczyć o dostęp, ale nie kosztem praw innych. To uczciwa ocena, która mi zaimponowała.
Zwłaszcza że przykłady tego, co może pójść nie tak, mamy świeże i konkretne. Pamiętacie aferę z okularami Ray-Ban Meta? Okulary były reklamowane hasłem „zaprojektowane z myślą o prywatności, kontrolowane przez Ciebie”, a tymczasem okazało się, że intymne nagrania użytkowników — z sypialni, łazienek, chwile przebierania się — trafiały do tysięcy pracowników podwykonawczych w Kenii, ręcznie „etykietujących” wideo, żeby trenować AI. Systemy rozmywające twarze zawodziły w co piątym przypadku. Skutek? Pozew zbiorowy w USA i zainteresowanie brytyjskiego regulatora.
W takich historiach tkwi sedno mojego niepokoju o zaufanie. To są produkty dużych korporacji, zwykle amerykańskich — Meta, Google, Apple — ale coraz częściej też chińskich, jak Rokid czy Xiaomi. I w obu przypadkach oddajemy im dostęp do naszych oczu i uszu, całkiem dosłownie. Regulaminy pisane pod usługi subskrypcyjne, w których zapis o ręcznym przeglądaniu nagrań leży gdzieś na trzecim ekranie przewijania, bywają trudne do przejrzenia nawet dla kogoś, kto bardzo chce. Ktoś, kto technologii ufa bezgranicznie, nie ma na to szans.
To dotyczy nas szczególnie. Osoby z niepełnosprawnościami, które z okularów korzystają jako technologii asystującej, są jednocześnie najbardziej zależne od tych korporacji i najbardziej narażone — bo urządzenie siedzi na nosie, patrzy i słucha, a my nie mamy łatwej alternatywy. Z jednej strony ogromne możliwości, z drugiej pytanie: komu ufamy i na jakich zasadach? Uczciwie przyznam, że dziś nie mam na to prostej odpowiedzi.
Drugi dylemat to cena. Rokid kosztuje ponad 2000 złotych, a Lumen blisko 10000 euro. Nie mam pewności, czy dofinansowania — choćby w ramach PFRON czy NFZ — w ogóle obejmują takie okulary, ale zakładam raczej, że nie. To wciąż drogie gadżety, a nie sprzęt rehabilitacyjny z przyzwoleniem społecznym i finansowaniem. Zanim to się zmieni, minie trochę czasu.
Wizja rodem z kosmosu
Na koniec trochę optymizmu rodem z gwiazd. Pamiętacie wizjer Geordiego La Forge ze “Star Trek: Następne pokolenie”? Niewidomy inżynier nosił na oczach urządzenie, które pozwalało mu widzieć otaczający świat. Poprosiłem nawet AI o dodanie do mojej fotografii takiego VISORa i dodałem to do prezentacji na konferencji Ministerstwa Cyfryzacji w czerwcu. Przez lata uchodziło to za czystą fantastykę, za wymysł scenarzystów. A dziś ktoś prowadzi mnie wibracjami jak pies przewodnik, ktoś wyświetla napisy w polu widzenia, ktoś buduje otwarte platformy dla nowych narzędzi.
Gdyby do tego doszła rozsądna cena, refundacja i szacunek dla prywatności, wizja Geordiego wcale nie będzie odległa. Okulary, najstarsza technologia asystująca, właśnie wchodzą w swoją najbardziej inteligentną erę. Warto obserwować.
Wieści o dostępności
SL2T od Google. DeepMind pokazało model AI, który tłumaczy język migowy na tekst — i po raz pierwszy wypuściło go do produktów konsumenckich. Działa już na smartfonach Pixel 11, w Gboard i Live Transcribe, na razie z amerykańskiego języka migowego na angielski, trenowany na ponad pięćdziesięciu językach migowych. Na okularach jeszcze go nie ma, ale to największy krok w tej dziedzinie od lat.
„Dostępność. Po prostu dla wszystkich”. Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej realizuje kampanię, która tłumaczy dostępność wprost: nie tylko podjazdy i windy, ale też napisy w filmie, prosty język, dobry kontrast czy załatwienie sprawy przez internet. Chwytliwe przesłanie — że z dostępności korzystamy wszyscy, choć często tego nie zauważamy — uzupełniają filmy na YouTube i transkrypcje do pobrania. Miło, że tematyka, o której piszę od lat, trafia do tak szerokiego odbiorcy.
Koreańska biblioteka na AI. DAISY Consortium opisuje, jak Narodowa Biblioteka dla Osób z Niepełnosprawnościami w Korei Południowej wykorzystuje sztuczną inteligencję na dwa sposoby: chatbot wyjaśniający wydawcom prościej językiem, co poprawić w książkach elektronicznych, by były dostępne, oraz generatywna AI do automatyzacji produkcji formatów dostępnych (brajl, audiobook). Świadomie z „human in the loop”.
Jubileuszowe Forum Kultury Wrażliwej. Małopolski Instytut Kultury zaprasza na 10. edycję Forum Kultury Wrażliwej, 23 września w krakowskim Cogiteonie. Panel o tym, gdzie jesteśmy po dekadzie budowania dostępnej kultury, otwarta Strefa Wrażliwa z organizacjami samorzeczniczymi, warsztaty, pokazy filmów sensorycznych i koncert Moona. Dla koordynatorów dostępności, edukatorów i każdego, kto robi kulturę inkluzywną. Udział bezpłatny, ale trzeba się zapisać — formularz na stronie. Warto, bo taka wymiana praktyk ma realną moc.
Audiodeskrypcja Roku 2025. Festiwal w Gdyni ogłosił finałową siódemkę konkursu — spośród 37 zgłoszeń jury wybrało siedem audiodeskrypcji, o których lauracie zadecyduje publiczność zarejestrowana w portalu Pociąg. W jury liczyło się nie tylko słowo, ale i to, jak opis wchodzi w rytm filmu i nie narzuca interpretacji. Nagrody wręczą 25 września podczas Młodej Gali 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Cieszy, że audiodeskrypcja zaczyna być traktowana jako część samego filmu, a nie doklejony komentarz.
Webinarium PFRON o bankowości. Państwowy Fundusz Rehabilitacji zaprasza 31 sierpnia o 10.00 na webinarium o dostępności usług bankowości detalicznej — z ekspertami, a w trakcie z tłumaczeniem na polski język migowy i napisami na żywo. To powszechna życiowa czynność, z której załatwieniem w formie dostępnej wiele osób wciąż ma problem, więc takie szkolenia mają realny sens. Udział pewnie bezpłatny, rejestracja na stronie.
Kurs „Podstawy dostępności cyfrowej”. Ośrodek Przetwarzania Informacji – PIB udostępnił na platformie NAVOICA darmowy kurs wprowadzający do WCAG — od tego, jak osoby z niepełnosprawnościami korzystają z internetu, przez wytyczne WCAG i prawo, po najczęstsze bariery i prosty język. Prowadzi m.in. Rafał Jendrzejewski, autor książki o dostępności cyfrowej. Dla każdego, kto pracuje nad stroną, bez względu na rolę w projekcie. Kurs jest otwarty do 2028 roku, a na koniec czeka test i certyfikat ukończenia.
I to by było na tyle. Nie będę Cię dzisiaj martwił przyszłością naszego świata. Liczę że masz się dobrze i nadal ciśniesz w dostępność. Możesz czasem skomentować lub polubić Dostępnik, żebym wiedział, że nie piszę w pustkę. Możesz też postawić mi kawę, chociaż to tylko taka lekka sugestia, a nie oczekiwanie. Dostępnik i tak będę pisał, bo chcę i mam nadzieję, że tak będzie zawsze.


Co prawda CDN, ale co jeśli się nie uda z tym co w sostatnim zdaniu tego dostępnika o okularach? :)