Dostępnik o EARL
EARL: inteligentne dane zamiast statycznych raportów. Zamiast utwardzonego dokumentu - baza wiedzy o błędach. To nie jest odcinek dla mięczaków.
Dopinanie dokumentu z raportem audytu to mordęga. Zamiast podsumowania żmudnego badania dostępności, kolejna żmudna praca przy przeklejaniu lub wpisywaniu danych do Worda. A potem ten dokument jest dla nikogo, bo przygotowany dla wszystkich. Dla zwykłego redaktora jest za trudny. Dla programisty - za mało konkretny, chyba że ma ze 100 stron. Dla menedżera zaś nie dostarcza podstawowych informacji, czyli jak jest i ile trzeba w to włożyć, żeby było dobrze lub wystarczająco dobrze. A można przecież inaczej.
Czym właściwie jest raport z audytu dostępności?
Zwykle raport z audytu dostępności kojarzy się z dokumentem PDF: listą kontrolną, opisami błędów i zrzutami ekranu. To przydatne, ale ograniczone. Taki raport trudno przeszukiwać, nie da się go łatwo łączyć z innymi danymi ani automatycznie przetwarzać.
Właśnie ten problem rozwiązuje EARL (Evaluation and Report Language) – standard opracowany przez W3C. EARL nie jest kolejnym szablonem raportu, ale językiem opartym na RDF, w którym zapisuje się wyniki testów w postaci ustrukturyzowanych danych. Dzięki temu raport nie jest martwym dokumentem, tylko czymś bliższym bazie danych.
Dla kogo jest EARL?
EARL nie jest przeznaczony dla zwykłych odbiorców raportów. Nikt nie oczekuje, że menedżer czy redaktor otworzy plik EARL i zacznie go czytać.
Adresatami są:
narzędzia automatyczne, które generują wyniki testów,
systemy analityczne i dashboardy, które łączą dane z różnych źródeł,
programiści i audytorzy, którzy potrzebują ustrukturyzowanego formatu do dalszej obróbki.
Dopiero na bazie danych zapisanych w EARL można wygenerować czytelne raporty PDF, HTML czy wykresy. I dla każdego odbiorcy w inny sposób.
Jak wygląda zapis w EARL?
Poniżej przykład prostego zapisu w formacie JSON-LD. Dotyczy on sytuacji, gdy strona nie ma tekstu alternatywnego dla obrazka:
{
“@context”: {
“earl”: “http://www.w3.org/ns/earl#”,
“dct”: “http://purl.org/dc/terms/”
},
“@type”: “earl:Assertion”,
“earl:assertedBy”: “http://example.org/auditor”,
“earl:subject”: “http://example.org/page1”,
“earl:test”: “http://example.org/tests/alt-text”,
“earl:result”: {
“@type”: “earl:TestResult”,
“earl:outcome”: “earl:failed”,
“dct:date”: “2025-10-02”
}
}
W EARL wszystko opiera się na kilku podstawowych klockach, które opisują wynik testu. Brzmi technicznie, ale da się to wyjaśnić prosto:
Assertor – czyli kto zrobił test. Może to być człowiek (audytor) albo narzędzie automatyczne.
Subject – co było testowane, np. konkretna strona internetowa albo aplikacja.
Test – jaki warunek sprawdzano, np. „czy obrazek ma tekst alternatywny”.
Outcome – wynik testu. EARL przewiduje kilka możliwości: passed (zaliczone), failed (błąd), cantTell (nie da się stwierdzić) i inapplicable (nie dotyczy).
Result – obiekt, który łączy w sobie outcome i dodatkowe informacje, takie jak data testu czy komentarze.
W praktyce można to porównać do tabeli w Excelu: w jednej kolumnie wpisujesz kto testował, w drugiej co testował, w trzeciej jaki był test, a w czwartej wynik. Różnica jest taka, że w EARL to nie jest zwykła tabela, tylko dane w ustandaryzowanym formacie, które można łatwo łączyć i przetwarzać automatycznie.
Zwróć uwagę: raport nie zawiera rozdziałów ani akapitów, tylko dane opisane w standardowy sposób. Dzięki temu mogą być przetwarzane automatycznie – np. łączone z innymi wynikami albo filtrowane. Można je też grupować i w ten sposób znajdować potencjalne obszary problemowe, na przykład konkretny szablon lub konkretną bibliotekę JavaScript.
Dlaczego to ważne?
Strony są dynamiczne, a raporty PDF – statyczne. Współczesne aplikacje mają wiele stanów i widoków. Bez formatu, który potrafi obsłużyć złożone wyniki, wiele błędów pozostaje niewykrytych.
Raport staje się bazą danych. Wyniki można przeszukiwać, filtrować, agregować i przedstawiać na różne sposoby – menedżerowi wystarczy podsumowanie, a deweloperowi lista konkretnych błędów.
Łączenie wielu źródeł. EARL pozwala zestawiać wyniki z różnych narzędzi i audytów w jednym miejscu. Jeśli jedno narzędzie zwróci „nie można stwierdzić”, a drugie potwierdzi błąd, końcowy raport będzie pełniejszy.
Standard nieformalny, ale użyteczny. EARL nigdy nie stał się oficjalną rekomendacją W3C, bo brakowało wdrożeń. Mimo to jest wykorzystywany, np. w ACT Rules w formacie JSON-LD.
EARL to sposób zapisu wyników testów dostępności w formie ustrukturyzowanych danych.
Nie zastępuje on raportów dla końcowych odbiorców, lecz stanowi warstwę techniczną, na której można je budować. Dzięki temu audyt dostępności przestaje być tylko statycznym dokumentem, a staje się zbiorem danych, które można analizować, łączyć i prezentować w dowolnej formie.
Jeżeli Cię zaciekawiłem, to możesz doczytać:
Wieści o dostępności
Jest październik, więc zaczął się wysyp imprez dostępnościowych. Poniżej kilka informacji, żeby było z czego wybierać.
Już 7 października o 14:00 odbędzie się webinar o narzędziu, któremu mocno kibicuję. Chodzi o ShareTheBoard, o którym pisałem już kiedyś. To taka wirtualna tablica odwzorowująca tę fizyczną z klasy lub auli. Dzięki magii AI można zrobić tam różne niesamowite rzeczy. A niech sami Ci opowiedzą.
Na 15 października zaplanowaliśmy sobie webinar poświęcony tej naszej najnowszej ustawie o dostępności produktów i usług. Wydarzenie będzie online i wezmą w nim udział Zuzanna Raszkowska (MFiPR), Łukasz Iwańcio (PFRON), Małgorzata Maciątowicz (FRONIA) i ja. Całość będzie miała formę panelu, który zamoderuje Alek Waszkielewicz. Linku na razie nie mam, ale dostarczę na czas. A będziemy rozmawiać o tym, jak się skarżyć na niedostępne produkty i usługi.
Zaraz potem w Krakowie 17 października konferencja Sensorycznie i na serio, a 18-19 października Hackathon. Będę cały czas, a w hackathonie będę mentorem, cokolwiek to znaczy.
Na poniedziałek 20 października zaplanowany jest 11 Kongres Osób z Niepełnosprawnościami pod hasłem „Prawa w odwrocie”. To nie jest wydarzenie stricte dostępnościowe, ale mam do niego sentyment. Współorganizowałem kilka pierwszych edycji i postaram się być w tym roku. Uczestniczyć można stacjonarnie lub zdalnie.
22 października do Wrocławia zaprasza Kinaole na Festiwal dostępności. Wciąż można się zapisać, bo przecież do tego wydarzenia 3 tygodnie. Nie sądzę, żebym dał radę pojechać i już żałuję.
A na koniec ostrzeżenie. Pełnomocnik Rządu ds. Cyberbezpieczeństwa Krzysztof Gawkowski zalecił podmiotom krajowego systemu cyberbezpieczeństwa natychmiastowe wyłączenie z użytku oprogramowania PAD CMS. Decyzja wynika z wykrycia poważnych podatności oraz braku wsparcia ze strony producenta, co stwarza realne ryzyko incydentu krytycznego i stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.
Piszę o tym w Dostępniku, bo PAD CMS to system opracowany przez Fundację Widzialni, który ma gwarantować dostępność interfejsu i treści stron internetowych. PAD to akronim od Polska Akademia Dostępności.
Jeszcze kilka szczegółów na temat AutomaticA11y 2026. Tak - odbędzie się po raz trzeci, z czego jestem niezmiernie dumny. Na razie tylko podstawowe informacje i zaproszenie.
Termin: 21 maja 2026 roku. Godziny standardowe, czyli od 11:00 do 18:00.
Miejsce zmieniłem i skorzystałem z naprawdę serdecznego zaproszenia Szkoły Głównej Handlowej. Budynek znajduje się w Warszawie przy ul. Batorego 8 na I piętrze. Aula bardzo ładna, przestrzeń przed aulą duża. No i może wreszcie uda się zorganizować stoliki tematyczne, które nie będą mordęgą dla osób prowadzących. Dostaniemy do dyspozycji 3 boksy ze stolikami i krzesłami, które są oddzielone od siebie i wydzielone od przestrzeni ogólnej. Akustyka świetna. Są toalety dla osób na wózkach, winda. Byłem z Agatą Gawską na oględzinach, w których towarzyszyła nam Justyna Kapturkiewicz i Magda Kocejko.
No i teraz otwieram możliwość zgłaszania się do wystąpień i stolików tematycznych. Stoliki są tylko 3. A co dalej - będę oczywiście informował. Dziękuję od razu za propozycję pomocy Agacie Chmielewskiej, Ani Żórawskiej, Ani Czapnik i Januszowi Olszyńskiemu.
I to by było na tyle. Rosja coraz bardziej miesza i mam nadzieję, że oznacza to przedśmiertne konwulsje. Bardziej mnie niepokoi to coś za Atlantykiem, co wygląda jak próba stworzenia dyktatury. Groźby wkroczenia wojska do miast, zwalnianie i zamykanie do więzień przeciwników politycznych... Coś mi to przypomina. A może to tylko taka błazenada, jak z aneksją Kanady i Grenlandii. Mam też dużo radochy z obserwowania, jak najbogatszy człowiek świata coraz bardziej się odkleja. Teraz zrobi własną Wikipedię i jakąś konkurencję dla Microsoftu. Chrupię sobie draże Korsarze i oglądam ten cyrk. Dobrego dnia i pamiętaj, że to jest tylko polityka, a nie życie. Serdeczności.

